piątek, 6 października 2017

Fluid do ciała?

No cóż...

Tak się składa, że ideały to możemy oglądać tylko na zdjęciach z filtrami, a życie życiem... Nikt idealny przecież nie jest, co nie znaczy, że nie możemy o siebie dbać, by być bliżej tego ideału ;)

Nie wiem jak Wy, ale obecnie bardziej lubię swoją bladość niż kiedyś.

Pamiętam, że był w moim życiu czas wizyt w solarium.

Był czas miłości do samoopalaczy...
Był czas noszenia opalizujących rajstop, byleby tylko ukryć nieopalone nogi!

A dziś?


Dziś lubię naturalność, co nie oznacza że fajnie wygląda się będąc muśniętym słońcem. Tylko jak wyglądać na muśniętą słońce skoro słońca unikam???

No na szczęście jest na to sposób!



Bielenda Color Control na ten moment to mój faworyt! Dlaczego? Zaraz Wam wszystko wyjaśnię.


Jest to krem nawilżająco-koloryzujący.


Generalnie jest t o cudo 10 w 1, ale nie czarujmy się - to już nieco chwyt marketingowy :P

Ale mniejsza o to. Wyjątkowo w tym wypadku jestem w stanie to przeżyć i im wybaczyć, bo testowała w swoim życiu bardzo dużo różnych samoopalaczy, kremów koloryzujących, olejków brązujących, przyspieszaczy łapania promieni słonecznych, etc etc - można wymieniać  i wymieniać.
Jednak żaden nie spełniał moich oczekiwań.


Można by pomyśleć, że co też takiego sobie wymyśliłam, że żaden kosmetyk nie był w stanie sprostać moim oczekiwaniom. 


Cóż - marzyłam sobie o takim cudzie, który by nie zostawiał zacieków i plam na skórze oraz nie brudził rąk mimo ich dokładnego mycia!

Dodatkiem, który mi się podoba, jest mieniący się brokat ;) Wiem, że nie każdemu może się to podobać, ale fenomenalnie odbija światło i skóra staje się jeszcze bardziej aksamitna - nasze ciało wygląda zdrowo. Mnie głównie chodzi o nogi, bo nienawidzę rajstop!

Dlatego jak jest zimno, marne szanse na zobaczenie mnie w jakieś kiecce na zewnątrz :P

Ale, ale - do końca roku całkiem sporo imprez się szykuje, gdzie kiecka przydać się może, a rajstopy niekoniecznie i co wtedy? Mówię o jakiś balach andrzejkowych, sylwestrowych no i studniówkach oczywiście ;) Nie wspomnę nawet o innych, nocnych imprezach :D

I wtedy właśnie ON się przydaje idealnie!


Naturalnie lekko zbrązowiałe ciało z drobinkami złotego brokatu ❤❤❤

Nie potrzebujesz dużo czasu, bo działa natychmiastowo od nałożenia, czego nie osiągniesz po chwili na solarium czy po wysmarowaniu się samoopalaczem! Nie wspominając już stresów z czerwoną i schodzącą skórą po solariach i plamach oraz zaciekach po samoopalaczach!


Za to wręcz KOCHAM ten balsam od BIELENDA!!!
No udał się Wam ten kosmetyk, co ja mogę powiedzieć więcej...



I mini test na dłoni, bo przy Laurze to czasu jest tyle co nic :P

Widzicie - wygląda jak fluid, prawda?


Wystarczy rozsmarować i już! Działa i zachowuje się zupełnie jak standardowy podkłada, tyle że do całego ciała: przykrywa żyłki, plamki i inne niedoskonałości ;) I to RAZ, DWA :) A do tego pięknie rozświetla skórę ;)

Jedyny minus (albo i plus - zależy jak na to spojrzeć) - krem nie jest wodoodporny... Jak wejdziemy pod prysznic, to magia kremu koloryzującego znika... No cóż - nie można mieć wszystkiego!  A to i tak taki rzeczywisty filtr, z których zazwyczaj korzystamy na Insta :P


Znacie ten produkt? 
Jakie są Wasze opinie??


Zapraszamy też na nas FANPAGE oraz konto na INSTAGRAMIE!

6 komentarzy:

  1. Zdecydowanie lubię takie produkty niż mgiełki opalające:) Rzadko jednak z takich produktów korzystam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz spotykam się z tego typu kremem do ciała. Sama stosuje koloryzujące ale jedynie na twarz. Świetny wpis !

    nouw.com/roksanaryszkiewicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Jak będziesz miała okazję go wypróbować, jestem pewna, że Ci przypadnie do gustu :)

      Usuń