sobota, 12 listopada 2016

Szczotkowanie włosów

Czesać się czy się nie czesać? Głupie pytanie? Niekoniecznie!

Jestem dość praktyczną osobą, liczącą każdą sekundę swojego życia. Przeliczam, kalkuluję i żyjąc w nieustannym biegu dokonuję szybkich wyborów na co warto poświęcić czas, a na co nie. I szczerze mówiąc długi czas akurat czesanie włosów w moim przypadku było czynnością zbędną. Wstaję rano, zawiązuję włosy w kucyk czy spinam klamrą i lecę! Już mnie nie ma!




I tak w zasadzie było dość długo. Oczywiście przed spotkaniami czy większymi wyjściami poświęcałam swoim włosom nieco więcej czasu, choć nie koniecznie troski. Przez co efekty były średnio zadowalające. Choć nie zawsze miałam czas się tym specjalnie przejmować. Za dużo w życiu się dzieje, by mnie włosy rozpraszały. Zresztą jak mogły rozpraszać, kiedy głównie je "trzymałam" z tyłu głowy, by żaden kosmyk mi nie przeszkadzał.

Może to zabrzmi śmiesznie, bo blog o włosach prowadzimy już ponad rok, ale ja na swoje zaczęłam zwracać uwagę dopiero jak Laura skończyła pół roku! Niezły przykład, co? Grunt, że je w końcu zauważyłam. Chyba głównie przez to, że ich stan był już nieco opłakany a ja przestałam sobie dawać z nimi radę.

I wiecie, gdzie leżał mój główny błąd?

Właśnie w szczotkowaniu!

Jeśli myślisz, że szczotkowanie to banalna sprawa, to jesteś w błędzie. Chyba, że wiedziałaś o tym, o czym chcę napisać, wcześniej niż ja :P

Pierwszy główny błąd - technika szczotkowania.

Moja technika polegała na tym, że starałam się je rozczesać od nasady po końcówki, a w efekcie mój grzebień czy szczotka nawet nie dojeżdżały do połowy włosów, o końcu ich nawet nie wspominając. Po prostu grzebień utknął gdzieś w połowie i ani rusz dalej! Więc co Asia robiła? Na chama cięgnie i ciągnie te włosy, bo przecież ma ich tyle, że co tam i w konsekwencji jedyne co się udało to porozciągać włosy czyli poprzerywać włókna włosa, doprowadzając je do licznych pęknięć... Efekt końcowy to garście pełne włosów, a te które jeszcze na głowie zostały, stały się wyjątkowo cienkie, matowe i porowate.

Drugi główny błąd - odpowiedni sprzęt do szczotkowania.

Niestety okazuje się, że nie wystarczy jakaś tam szczotka czy jakiś tam grzebień, by skutecznie rozczesywać włosy. I mój pokaźny zestaw szczotek i grzebieni wszelakich został zamieniony na jedną szczotkę marki Kent Salon z wygiętą, ażurową główką. Zawiera 50 formowanych, elastycznych igieł i 10 rzędów włosia dzika. Perfekcyjnie rozczesuje włosy, nie wyrywając ich. Fenomenalnie sprawdza się podczas mycia włosów i rozczesywania ich na odżywce. Niestety z tego co widzę, produkt trudno dostępny w Polsce i bardzo szybko schodzi.











Co daje nam regularne prawidłowe rozczesywanie włosów?
  • Poprawiamy ukrwienie skóry, a tym samym wpływamy pozytywnie na porost włosów.
  • Usuwanie włosów, które już nam wypadły, ale wciąż znajdują się gdzieś pomiędzy.
  • Równomiernie rozprowadzamy odżywkę, czego nie jesteśmy w stanie zrobić dłonią.
  • Pozbywamy się "kołtunów", które psują fryzurę.
  • Wygładzamy włosy.
  • Usuwamy codzienny kurz.
Zatem warto czesać włosy codziennie zaczynając zawsze od końcówek, aby nie zrobić im krzywdy! 

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy wpis. Moje włosy są kręcone więc bardzo trudno je rozczesać. Używam grzebienia o szeroko rozstawionych zębach. Zawsze czesałam włosy od nasady i szarpałam i ciągnęłam i wkurzałam się. Nie wpadłam no to, że można zacząć od końcówek. Czas na wprowadzenie zmian, może więcej zostanie na głowie a nie na grzebieniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często zmiany okazują się być dobre ;) Często nie znaczy, że zawsze oczywiście, ale warto spróbować ;)

      Usuń