wtorek, 26 lipca 2016

Demodeciodoza - sprawdź czy Cię dotyczy!

Ostatnio pod jednym z naszych postów ktoś zadał nam pytanie o pasożyty bytujące na rzęsach. Kiedy przejrzeliśmy listę chorób, o jakich do tej pory mówiliśmy, wyszło na to, że zupełnie zapomnieliśmy o wyjątkowo wrednej chorobie jakim jest demodeciodoza zwana inaczej nużeńcem.

Dlatego czym prędzej to nadrabiamy, zwłaszcza, że rola rodziców pochłonęła i tak tyle czasu, że generalnie nieco Was zaniedbaliśmy.

W miarę naszych możliwości postaramy się przygotować dla Was kolejne posty ;)
A tymczasem prosimy o wyrozumiałość, bo bycie rodzicem to naprawdę ciężka praca!

Co to jest DEMODECIODOZA?
Demodeciodoza to choroba wywołana przez wyjątkowo wredny pasożyt, bytujący na naszej skórze. Jesteśmy zatem wyjątkowo smacznym kąskiem dla tego pajęczaka bądź co bądź niewielkich rozmiarów (w zależności od rodzaju od 0,25-0,40 mm). Same "gady" nie są aż takie złe, ale ich odchody już nieźle dają nam popalić w postaci wielu problemów skórnych:

  • krosty, wykwity ropne, różne odmiany trądzika,
  • rumienie, czyraki, wągry, zaskórniki,
  • teleangiektazje,
  • przesuszenie skóry,
  • blokada przewodów łojowych,
  • zapalenie mieszków włosowych,
  • infekcje przewodów usznych,
  • zapalenie brzegów powiek,
  • pieczenie, swędzenie skóry,
  • łaskotanie (poruszanie się tych wrednot!),
  • wypadanie włosów, brwi, rzęs,
  • zrogowacenie naskórka,
  • obrzęki i opuchnięcia.


Można zatem przypuszczać, że większość z nas (podobno 9/10 osób jest nosicielami nużeńców!) zawdzięcza problemy skórne oraz łysienie właśnie tym osobnikom. A pokażcie nam lek czy kosmetyk na rynku, który walczy właśnie z przyczyną czyli z nużeńcem :) Cisza... Bo nie ma :P Ale o tym za chwilę.

Jak TO wygląda?
Niestety niezbyt ciekawie. Żeby Wam to zobrazować werbalnie posłużymy się wyglądem plemnika (to raczej każdy wie jak wygląda). W miejscu tzw. główki mamy główne ciało naszego pasożyta, który liczy sobie 4 pary odnóży, dzięki czemu świetnie się wkleszcza w wybrane miejsce oraz sprawnie porusza w nocy (nie lubi światła dziennego, a nocą potrafi zrobić spacer na długość nawet 16 cm! A przy tym się jeszcze rozmnożyć oraz napaskudzić tu i ówdzie - mogłyby by przynajmniej po sobie sprzątać...). Nasz nużeniec podobnie jak plemnik posiada też ogonek - zwężany pierścieniowaty odwłok.

źródło: wikipedia

Gdzie pasożytuje?
Niestety na nas... Możemy go znaleźć prawie wszędzie: na skórze głowy, twarzy (czoło, powieki, policzki, przy uszach, w uszach, broda, nos), karku, szyi, dekolcie, ramionach, plecach. Jednak może występować i w okolicy narządów płciowych, odbytu, okolicach brodawek piersiowych.


Co TO je?
Sebum. Nasi milusińscy odżywiają się głównie łojem i przesączem osocza krwi, a także wydzieliną gruczołów łojowych i komórkami nabłonkowymi.

Czy TO zaraźliwe?
Tak. Wystarczy po osobie chorej założyć bluzę, użyć jej ręcznika. Można też iść do fryzjera, kosmetyczki, salonu masażu, spać w hotelu, innym motelu, etc. Ale możesz też iść na spacer i wraz z wiatrem dostać w prezencie nasze roztocze np. prosto na twarz.
Ale może być też przenoszone genetycznie i zazwyczaj zaczyna się ujawniać w okresie dojrzewania.



Czy ja TO mam?
Bardzo możliwe. Jednak jeśli myślisz, że na wizycie u dermatologa, ten stwierdzi obecność nużeńca to w 99% się mylisz... Najprędzej określi Twój problem ze skórą i przepisze Ci stos recept na śmieciowe produkty, które nieco sprzątną bałagan, jaki pozostawiają nużeńce i złagodzą objawy po ich napaskudzeniu. Jednak one dalej są na Twojej skórze.
Zatem jak się dowiedzieć, że ten pajęczak powoduje Twoje problemy skórne? Niestety sami musimy molestować lekarzy i to prywatnie, by Ci chcieli łaskawie wysyłać lub kierować nas na badania. Musimy się liczyć z tym, że żadna kasa chorych nie pokryje tych naszych "fanaberii". Za to musimy sobie oddzielnie zapłacić. I jeszcze trzymać rękę na pulsie, bo to, że zapłacimy wcale nie zrobi z naszego lekarza naszego wybawiciela, jeśli sami nie będziemy go pilnować, sprawdzać, weryfikować, egzekwować. Dziś każdy musi być wszechwiedzący, bo brak wiedzy działa na naszą niekorzyść.

Jak się TEGO pozbyć?
Łatwo nie będzie. Jednak skoro wiemy, że najlepiej rozwija się w temperaturze ok. 37 stopni (czyli ciepło naszego ciała...), a ginie w temperaturze powyżej 54 stopni to na logikę proponujemy regularne odwiedzanie sauny. Jednak nie rezygnowalibyśmy z profesjonalnej pomocy lekarskiej (ale PROFESJONALNEJ!).

(A)

4 komentarze: