niedziela, 31 lipca 2016

Bo ludzie widzą w BLOGu PINIĄDZ!

Szał na blogowanie, vlogowanie, instagramowanie, ellowanie, tumblrowanie, snapowanie, twittowanie i inne dosłownie opanował świat!

Teraz każdy chce być jak Maffashion, Jemerced, Meri Wild czy inne pstrykające sobie focie blogerki, które zarabiają na nicnierobieniu ;)

No to pojechaliśmy, co? :P

Nie, szacun dla tych wszystkich kobiet oraz mężczyzn - bo blogowanie to nie tylko pstrykanie sobie fotek i wrzucanie w sieć. Oczywiście i tutaj można z dnia na dzień przy odrobinie szczęścia i niezłemu pomysłowi stać się MEGA GWIAZDĄ jednego sezonu, jeśli nie mamy pomysłu na całokształt.


Jak wszędzie, w każdej niemal branży albo idziemy sobie polowi i konsekwentnie do przodu, realizując zamierzone cele albo robimy BOOM i staramy się to boom utrzymać na takim samym lub wyższym poziomie, bo upadek może boleć...

Jednak tak jak Maff wspominała w ostatnim wywiadzie u Łukasza - media, dzięki którym wszyscy istnieją, mają olbrzymi wpływ na postrzeganie "ludzi z internetu".
Im bardziej kłujący w oczy tytuł, tym więcej ludzi zajrzy.

Nikt tego nie weryfikuje. 
Nikt nie analizuje.
Nie ma na to czasu. 
Większość bierze wszystko tak jest. 
Chcecie przykład z życia? Nie ma sprawy - damy go Wam! 


O tym jak tworzę przerysowany film o dniu z życia anorektyczki (TUTAJ) i puszczam go w sieć. Nie musiałam długo czekać, by na własnej skórze poczuć czym jest hejt. Pojedyncze osoby weszły na blog, zapoznały się z zakładką o anoreksji.

Większość połknęła haczyk bardzo szybko i zareagowała wrogością. Nieliczne, które na początku również jad sączyły, nie tylko przeprosiły, ale i mamy kontakt do dziś ;)

Zatem skoro są ludzie zarabiający całkiem nieźle na social media, a IV Władza PR wciąż podkreśla, że zarabiają na nicnierobieniu poza bywaniem tu i tam oraz uśmiechaniem się do zdjęć, to każdy sobie myśli, że też tak może.

A jak jest? Czym jest blogowanie i "praca" w social media?
Jak powiemy, że ciężką pracą, to Ci co nie blogują, nas wyśmieją :P


Ale niestety powiemy, że... ciężką, ale dość przyjemną pracą, jeśli to jest to co kochasz. Bo jeśli lubisz to robić i umiesz zainteresować dodawaną przez siebie treścią, to czym może być coś fajniejszego? W zasadzie tyczy się to każdej naszej pasji.

Jednak podstawą jest potraktowanie tego może nie tyle, że bardzo serio, co miłością i zaangażowaniem. Bo robić coś hurtowo tylko dla kasy prędzej czy później nas wypali.


Podsumowanie?


Tak, wiemy że na blogu można zarabiać. Tylko dobrze, jeśli to wyjdzie "po drodze", a nie z przymusu. Nie patrzcie na ten sektor jak na skarbonkę. Patrzcie jak na drzewo możliwości. Drzewo rozwoju i realizacji własnych pasji ;)


Zapraszamy też na nas FANPAGE oraz konto na INSTAGRAMIE!


piątek, 29 lipca 2016

Czas Pracy Fryzjera

Spokojnie!

Nie mamy zamiaru zanudzać Was prawnymi aspektami dot. czasu pracy. To znajdziecie sobie w kodeksie pracy w zależności od umowy.
Jednak jest coś istotnego do powiedzenia w twej kwestii - stąd pomysł na dzisiejszy post!


O co nam chodzi?



Już tłumaczymy. W zasadzie biorąc pod uwagę moje potrzeby oraz sposób, w jaki lubię pracować, nie tyczy się on tylko i wyłącznie fryzjerów.
Ja uwielbiam pracę w stylu:

zadanie do wykonania + deadline = efekty + wynagrodzenie ;) 


Myślę, że to nie jest głupie, jak ktoś jest nastawiony na pracę, a nie na odbębnienie swoich godzin i nara! Bo generalnie sporo efekty się podobają i mieszczę się w czasie pracy, to co kogo obchodzi czy ja to zrobię w 1 dzień czy cały tydzień po 2 godziny dziennie??? No właśnie - nic nie powinno nikogo obchodzić. 

A wciąż pracodawcom wydaje się, że jak siedzisz te 8 godzin na dupie to znaczy, że pracujesz i należy Ci się wynagrodzenie takie i takie.

To zabija kreatywność. Chęć do działania.

A jeszcze jak dodamy do tego ciągłe bezzasadne (zasadne - to rozumiem!) opierdalanie ze strony szefa czy nadgodziny z dupy, bo dobrze widziane jest, jak siedzisz w pracy po godzinach (wtedy się niby poświęcasz, bo jak się wyrobię w 4 godziny, to żądne poświęcenie - to znaczy, że można Ci dowalić roboty bez dodatku motywacyjnego w jakiejkolwiek postaci...).


A jak to jest w pracy fryzjera? 


Jak wygląda jego czas pracy?

Generalnie tak jak się umówi z pracodawcą - wiadomo. Tylko, że kto powinien zarządzać czasem pracy fryzjera nad Klientem? 
Odpowiedź nasuwa się sama: FRYZJER.

Więc kochana recepcjo, cudowni menedżerzy, szefowie i inne osoby, które ustawiają grafiki pracy nad usługami, zachęcamy Was gorąco do konsultacji danej usługi z fryzjerem, który to TĄ usługę wykona.


Dlaczego? 


Bo tylko ON wie ile potrzebuje czasu! Włosy każdy Klient ma inne. Każdy Klient ma też inne wymagania, inną wizję. To są USŁUGI, a nie PRODUKCJA, którą ustawiamy na czas i sobie leci (choć i tu niezbędna jest kontrola).


A, podkreślmy to, usługi różnią się tym od produkcji, że tu, jeśli chcemy zobaczyć zadowolenie na twarzy Klienta równoznaczne z tym, że niebawem odwiedzi nas salon ponownie a i nawet poleci nas dalej, musimy poświęcić mu czas, poznać jego oczekiwania i za każdym razem dobrać usługę specjalnie dla niego.

Tutaj mamy do czynienia z indywidualnością za każdym jednym razem. Nie ma dwóch takich samych Klientów.

Co więcej - często nie ma też dwóch identycznych wizyt tego samego Klienta! Trendy się zmieniają, a ludzie chcą podążać za trendami, więc i oczekiwania się zmieniają. A jak oczekiwania się zmieniają, to i czas pracy fryzjera nad jedną i tą samą osobą ulega zmianie. 

Co jeszcze istotne w tym całym czasie pracy fryzjera?


To, że jest to praca kreatywna. Artystyczna. Wymagająca od fryzjera świeżego spojrzenia. A jak będziemy naszych fryzjerów kolokwialnie rzecz ujmując zajeżdżać ilością nadgodzin i wciskać po 3 Klientów na jedną godzinę otrzymamy następujące efekty: 

spadek motywacji, przemęczenie fryzjera, gorzej wykonane usługi (mniej czasu na osobę), utrata Klienta



Rozumiem, że żyjemy w pędzącym świecie. W świecie nakręcanym przez konsumpcję, przez pieniądz. Ale, na motylą nogę, usługi to nie produkcja! Jeszcze raz to podkreślam!

Dlatego szanowni właściciele, menedżerzy, szefowie czy kto tam zajmuje się prowadzeniem czy kierowaniem salonu oraz ustalaniem czasu pracy -  zachęcam do zmiany myślenia jeśli biznes ma się kręcić. Bo jeśli ma tylko egzystować z happy hours, innych zniżek czy wciąż to nowych (jednorazowych) Klientów, to chyba coś nie poszło, co?

Tak solidnej marki raczej nie zbudujecie...
Zastanówcie się, zanim znów wejdziecie w czyjeś kompetencje. A najlepiej sami załóżcie buty swojego fryzjera i stańcie na jego stanowisku. Sprawdźcie, jakie są Wasze oczekiwania, kiedy to Wy wykonujecie tą pracę. Może wtedy zauważycie, że to nie są wyścigi ;)




Zapraszamy też na nas FANPAGE oraz konto na INSTAGRAMIE!

wtorek, 26 lipca 2016

Demodeciodoza - sprawdź czy Cię dotyczy!

Ostatnio pod jednym z naszych postów ktoś zadał nam pytanie o pasożyty bytujące na rzęsach. Kiedy przejrzeliśmy listę chorób, o jakich do tej pory mówiliśmy, wyszło na to, że zupełnie zapomnieliśmy o wyjątkowo wrednej chorobie jakim jest demodeciodoza zwana inaczej nużeńcem.

Dlatego czym prędzej to nadrabiamy, zwłaszcza, że rola rodziców pochłonęła i tak tyle czasu, że generalnie nieco Was zaniedbaliśmy.

W miarę naszych możliwości postaramy się przygotować dla Was kolejne posty ;)
A tymczasem prosimy o wyrozumiałość, bo bycie rodzicem to naprawdę ciężka praca!

Co to jest DEMODECIODOZA?

Demodeciodoza to choroba wywołana przez wyjątkowo wredny pasożyt, bytujący na naszej skórze. Jesteśmy zatem wyjątkowo smacznym kąskiem dla tego pajęczaka bądź co bądź niewielkich rozmiarów (w zależności od rodzaju od 0,25-0,40 mm). Same "gady" nie są aż takie złe, ale ich odchody już nieźle dają nam popalić w postaci wielu problemów skórnych:

  • krosty, wykwity ropne, różne odmiany trądzika,
  • rumienie, czyraki, wągry, zaskórniki,
  • teleangiektazje,
  • przesuszenie skóry,
  • blokada przewodów łojowych,
  • zapalenie mieszków włosowych,
  • infekcje przewodów usznych,
  • zapalenie brzegów powiek,
  • pieczenie, swędzenie skóry,
  • łaskotanie (poruszanie się tych wrednot!),
  • wypadanie włosów, brwi, rzęs,
  • zrogowacenie naskórka,
  • obrzęki i opuchnięcia.


Można zatem przypuszczać, że większość z nas (podobno 9/10 osób jest nosicielami nużeńców!) zawdzięcza problemy skórne oraz łysienie właśnie tym osobnikom. A pokażcie nam lek czy kosmetyk na rynku, który walczy właśnie z przyczyną czyli z nużeńcem :) Cisza... Bo nie ma :P Ale o tym za chwilę.

Jak TO wygląda?

Niestety niezbyt ciekawie. Żeby Wam to zobrazować werbalnie posłużymy się wyglądem plemnika (to raczej każdy wie jak wygląda).

W miejscu tzw. główki mamy główne ciało naszego pasożyta, który liczy sobie 4 pary odnóży, dzięki czemu świetnie się wkleszcza w wybrane miejsce oraz sprawnie porusza w nocy (nie lubi światła dziennego, a nocą potrafi zrobić spacer na długość nawet 16 cm!

A przy tym się jeszcze rozmnożyć oraz napaskudzić tu i ówdzie - mogłyby by przynajmniej po sobie sprzątać...). Nasz nużeniec podobnie jak plemnik posiada też ogonek - zwężany pierścieniowaty odwłok.

źródło: wikipedia

Gdzie pasożytuje?

Niestety na nas... Możemy go znaleźć prawie wszędzie: na skórze głowy, twarzy (czoło, powieki, policzki, przy uszach, w uszach, broda, nos), karku, szyi, dekolcie, ramionach, plecach. Jednak może występować i w okolicy narządów płciowych, odbytu, okolicach brodawek piersiowych.


Co TO je?

Sebum. Nasi milusińscy odżywiają się głównie łojem i przesączem osocza krwi, a także wydzieliną gruczołów łojowych i komórkami nabłonkowymi.

Czy TO zaraźliwe?

Tak. Wystarczy po osobie chorej założyć bluzę, użyć jej ręcznika. Można też iść do fryzjera, kosmetyczki, salonu masażu, spać w hotelu, innym motelu, etc. Ale możesz też iść na spacer i wraz z wiatrem dostać w prezencie nasze roztocze np. prosto na twarz.
Ale może być też przenoszone genetycznie i zazwyczaj zaczyna się ujawniać w okresie dojrzewania.



Czy ja TO mam?

Bardzo możliwe. Jednak jeśli myślisz, że na wizycie u dermatologa, ten stwierdzi obecność nużeńca to w 99% się mylisz... Najprędzej określi Twój problem ze skórą i przepisze Ci stos recept na śmieciowe produkty, które nieco sprzątną bałagan, jaki pozostawiają nużeńce i złagodzą objawy po ich napaskudzeniu. Jednak one dalej są na Twojej skórze.

Zatem jak się dowiedzieć, że ten pajęczak powoduje Twoje problemy skórne? Niestety sami musimy molestować lekarzy i to prywatnie, by Ci chcieli łaskawie wysyłać lub kierować nas na badania. Musimy się liczyć z tym, że żadna kasa chorych nie pokryje tych naszych "fanaberii".

Za to musimy sobie oddzielnie zapłacić. I jeszcze trzymać rękę na pulsie, bo to, że zapłacimy wcale nie zrobi z naszego lekarza naszego wybawiciela, jeśli sami nie będziemy go pilnować, sprawdzać, weryfikować, egzekwować. Dziś każdy musi być wszechwiedzący, bo brak wiedzy działa na naszą niekorzyść.

Jak się TEGO pozbyć?

Łatwo nie będzie. Jednak skoro wiemy, że najlepiej rozwija się w temperaturze ok. 37 stopni (czyli ciepło naszego ciała...), a ginie w temperaturze powyżej 54 stopni to na logikę proponujemy regularne odwiedzanie sauny. Jednak nie rezygnowalibyśmy z profesjonalnej pomocy lekarskiej (ale PROFESJONALNEJ!).




Zapraszamy też na nas FANPAGE oraz konto na INSTAGRAMIE!

piątek, 1 lipca 2016